Skuszona pochlebną recenzją w Magazynie Książki sięgnęłam po „Biografię X” Catherine Lacey (Czarne, 2025). Niestety, zawiodłam się na tej powieści pod wieloma względami.

Książka to biografia fikcyjnej osoby, artystki imieniem X, napisana przez jej wdowę i osadzona w alternatywnym świecie, gdzie Stany Zjednoczone po drugiej wojnie światowej rozdzieliły się na trzy terytoria – progresywne, socjaldemokratyczne Północne, libertariańskie zachodnie i totalitarne, teokratyczne Południowe. Historia osnuta jest wokół „prawdziwych” materiałów zebranych przez autorkę biografii, zdjęć, wyimków z wywiadów, opisów instalacji i prac. Ten opis mnie bardzo zaintrygował i podekscytował – historia alternatywna i fabrykowane dokumenty i nagrania? Na dodatek jeszcze głównym motywem jest żałoba po postaci, która właściwie nie występuje w fabule, tylko ją poniekąd nawiedza? Lecę w te pędy.

Mam jednak wrażenie, że autorka nie wydobyła pełnego potencjału ani z tych Terytoriów, ani z możliwości, które daje taka konwencja. Przeczytałam „Biografię X” w całości, ale już od jakiejś 1/3 walczyłam ze sobą, żeby jej nie odłożyć na dobre. Chyba chciałam się przekonać, czy mnie czymś nie zaskoczy – niestety tak nie było.

Problem stanowiło też dla mnie tłumaczenie – znacie to wrażenie, że, czytając coś po polsku, poniekąd widzicie, jak to było napisane w oryginale?Mnie to trapiło dość często. Mam wrażenie, że tłumaczka zbyt dosłownie przełożyła dość poetycki niekiedy język książki, a może – niestety – nie starczyło jej umiejętności czy czasu, żeby sprawić, że ten przekład będzie brzmiał dobrze po polsku, a nie tylko przybliżał, co znajduje się w oryginale. Widziałam tam też rzeczy, które uznaję zwyczajnie za babole – jak przetłumaczenie „cottage”, domku bohaterek na prowincji, na „chatę”. Część dialogów jest przytoczona w cudzysłowie, a część – zapisana normalnie za pomocą myślników, co wydaje mi się niekonsekwentne i dla mnie obniżało znacznie dynamikę wielu scen.

Postać żony głównej bohaterki, szalonej artystki X, co do której miałam przeświadczenie, że na pewno mnie porwie… Nie porwała mnie w ogóle. Zabawy metafikcją, motywami sobowtórów, interpretacjami sztuki – nawet to nie ocaliło tej powieści w moich oczach. Czytam teraz blurby zamieszczone na stronie wydawcy i zastanawiam się, czy ja nie kupiłam jakiejś innej powieści, do tego stopnia wydają mi się nietrafione i przesadzone. Naprawdę dawno nic mnie tak bardzo nie zawiodło – nawet jeśli nie trafia do mnie jeden aspekt jakiejś książki, czy to bohaterowie, czy fabuła, czy jakiś motyw, zawsze potrafię znaleźć coś, co mnie zaciekawiło czy urzekło – język, pomysł, ciekawy bohater drugoplanowy, cokolwiek.

W przypadku „Biografii X” podoba mi się całe zamierzenie, natomiast zupełnie nie przypadło mi do gustu wykonanie.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Anna Dąbkowska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej