Lubie, nie powiem, czasem obejrzeć sobie z partyzanta coś z katalogu Netflixa. Potrafią zaskoczyć, chociaż na ogół nudzą albo przynajmniej nie inspirują.

W tym tygodniu wybór padł na produkcję His & Hers. Nie ukrywam, przyciągnęła mnie głównie obsada – lubię zarówno Jona Bernthala, jak Tessę Thompson. Nie pozwolono mu jednak zabłysnąć w tej produkcji…

Po pierwszym odcinku z 6 (to limited series) spodziewałam się nieco bardziej metathrillera, gdzie widza stawia się przed wyzwaniem określenia, które z bohaterów przedstawia nam prawdziwą historię. Perspektywy postaci granej przez Bernthala i Thompson zostają jednak ograniczone do zażegnanego szybko (po jednej rozmowie!) małżeńskiego kryzysu. Motyw prawdy i kłamstwa sprowadzono do wytłumaczenia dla dość naciąganego twistu na sam koniec, o którym bohaterka dowiaduje się z listu pozostawionego jej przez… nie będę przedwcześnie zdradzać, na wypadek, gdyby ktoś postanowił jednak obejrzeć.

Mimo obiecującej obsady i początku wątki są dość ograne i znajome, a serial nie poświęca dość czasu na pogłębienie żadnego z nich – ani kryzysu małżeńskiego głównych bohaterów, ani podejrzewanej u matki głównej bohaterki demencji, ani toksycznej przyjaźni Thompson i jej dawnych koleżanek z prywatnej szkoły, ani gry w kotka i myszkę, jaką Bernthal prowadzi ze swoją partnerką-policjantką – jest tu dość materiału na ciekawszy serial 12-odcinkowy.

Lubię porównywać, więc tutaj nasuwa się porównanie z zeszłorocznym The Beast In Me Netflixa z Claire Danes. Tyle że The Beast In Me ciekawiej eksplorowało wątki śmierci dziecka, winy, przemocy… Właściwie wszystkie. Jeśli macie obejrzeć jeden kryminał-thriller, to polecam właśnie ten, a His & Hers można spokojnie odpuścić.

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Anna Dąbkowska

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej