Kto spędza ze mną czas w prawdziwym, nie wirtualnym świecie, wie, że namiętnie czytam „Magazyn Książki”. To moja ulubiona gazeta – mądra, przekrojowa, nie tylko o książkach, ale też o ideach i szeroko pojętej kulturze. W każdym numerze pojawia się pojawia się sylwetka jakiegoś pisarza i pisarki i za każdym razem są warte przeczytania – nie tylko po to, by się czegoś dowiedzieć na temat wielkich (bo zresztą czasami są to mniej znani twórcy, co też jest wartościowe), ale żeby poznać ich jako ludzi.

Sylwetka Ursuli le Guin w grudniowych „Książkach” (6/75), autorstwa Katarzyny Boni, jest szczególnie warta przeczytania – literacka, wrażliwa, przechodząca przez różne aspekty i epoki życia Le Guin, od dzieciństwa do starości.

Wyciągam różne rzeczy z tych sylwetek. W tej zwróciłam uwagę szczególnie na zmagania Le Guin z rynkiem wydawniczym.

Jako aspirującą do tradycyjnego procesu wydawniczego pisarkę, która od roku boryka się z ghostowaniem przez wydawców, pociesza mnie nieco fakt, że taka gigantka jak Le Guin próbowała przez 15 lat, zanim udało jej się wydać debiutancką powieść:

„Słyszała: dobrze piszesz, ale to nie dla nas”.

„Okazało się, że na opowieści Le Guin, których krajobrazy nie przystawały do definicji prozy realistycznej, bo pojawiały się w nich smoki i ansible (…), jednak jest miejsce – na półkach z fantastyką, która w latach 60. traktowana była pobłażliwie. >>To literatura dla inżynierów i geeków<< – wyrokował poeta i krytyk John Freeman w 2018 r. we wspomnieniu z wizyty w domu pisarki.”

„Ursula to zmieni”, pisze Katarzyna Boni. Później dodaje jeszcze, że Le Guin udało się „przebić ściany między gatunkami”. Mam wrażenie, że tylko jej i największym, a może też szczęściarzom – gettowość literatury gatunkowej ma się, na pewno na polskim rynku, nadal dobrze. Radek Rak jest po dziś dzień jedynym autorem gatunkowym wyróżnionym „Nike”, ale jeśli przyjrzeć się historii jego publikacji, wcześniej szedł typowym tropem dla autorów gatunkowych – „Nowa Fantastyka”, „Fenix”, „Esensja”… Programy i warsztaty z zakresu literatury pięknej nadal nie przyjmują niczego, co zahacza o literaturę gatunkową; ścieżki są nadal zupełnie osobne.

Wracając jednak do Ursuli Le Guin, przeczytajcie ten artykuł również dla jej refleksji wokół „workowej teorii ewolucji” i natury opowiadania. Naprawdę warto. Pojawia się tam też jeden z moich ulubionych cytatów z Le Guin, z jej wystąpienia, kiedy odbierała nagrodę za całokształt twórczości:

„Żyjemy w kapitalizmie, wydaje się, że przed jego potęgą nie ma ucieczki – ale to samo mówiło się o boskim prawie królów”.

Dodaj komentarz